— Jego jajo wyje.
Przesiadywanie w gabinecie nauczyciela obrony przed
czarną magią stało się ostatnio moją ulubioną formą spędzania wolnego czasu.
Wynikały z tego pewne korzyści, ponieważ już dawno nie miałam tak dobrych
stopni z numerologii i historii magii, a Barty rozegrał przez ostatni tydzień
więcej partii warcabów niż w ciągu całego swojego życia. Pogoda za oknem
sprzyjała gniciu w zamku. Już dawno nie doświadczyłam tak mokrego, zimnego i
szarego grudnia.
— Okropnie wyje — dodałam. — Sama
słyszałam.
Siedział jak zwykle w przebraniu Moody’ego przy tym
cholernie niewygodnym stoliku w sypialni i tonął w szkolnych
wypracowaniach.
— Nie angażuj się zbyt mocno. To niebezpieczne — mruknął,
nie przestając notować.
Uśmiechnęłam się, choć nawet na mnie nie patrzył.
Zwycięstwo Harry’ego w pierwszym zadaniu nie uskrzydliło go ani trochę, jak
gdyby było tylko jednym z oczywistych przystanków na drodze do celu, którym nie
potrzebował się cieszyć. Spodziewałam się, że się obrazi, kiedy po wszystkim
nazwałam go prawdziwym sztywniakiem, a on przytaknął i wrócił do pracy.
Nigdy nie spotkałam tak zatwardziałego zadaniowca. Nawet Hermiona Granger miała
w sobie więcej luzu.
— Nie bój się, nie zrobi mi się nagle żal Harry’ego,
jeśli będę używać jego imienia i porozmawiam z nim kilka razy na korytarzu — oznajmiłam
lekko. — Poświęciłam kiedyś swoją elfkę, żeby zemścić się na Asmorghu
Zdobywcy podczas wojny z Nilfgaardem, więc znam powagę sytuacji.
Oderwał się na chwilę od pisania i spojrzał na mnie
obojgiem oczu, a cień konsternacji pogłębił zmarszczki na jego czole.
Roześmiałam się, bo bardzo często widziałam takie miny, kiedy wspominałam o
swoich wiedźmińskich przygodach komuś, kto nigdy nie słyszał o grach
fabularnych.
— RPG. Wiedźmin. Nie? To taka gra — wyjaśniłam. — Miałam
elfkę Nostellę, która straciła całą swoją rodzinę w łapance urządzonej przez
Asmorgha. Nostella dostała szansę zemsty, bo odnalezienie Asmorgha okazało się
prawie nie do zrobienia, ale Finnigan zgodził się nagiąć trochę zasady i nam w
tym pomóc, jeżeli na końcu zmierzę się ze Zdobywcą. No, i Nostella zajebała
Asmorgha, ale sama zginęła… Ech, przecież żartowałam. Naprawdę rozumiem, jaka
jest stawka. Po czterech miesiącach możesz mi w końcu zaufać.
Zaskoczenie na poszatkowanej twarzy Moody’ego z każdym
kolejnym słowem zmieniało się w rozbawienie, a Crouch odsunął się nieco od
stolika, z rozkoszą prostując plecy.
— Nie chodzi o brak zaufania, ale o to, że może
wydawać się podejrzane, że tyle wiesz — odparł równie miękko. — Nie
do mnie należy ocena tego, czy można ci ufać.
Powinnam poczuć ulgę, a jednak te słowa sprawiły, że mała
szpileczka ukłuła mnie prosto w serce. Z dwojga złego chyba naprawdę
wolałabym usłyszeć, że nie zasługiwałam na zaufanie. Wszystko było lepsze od
tej koszmarnej neutralności.
— A właśnie, że do ciebie — oświadczyłam. — Bo
mnie zależy, żebyś mi ufał. Ale masz rację, Harry musi sam sobie poradzić ze
swoim wyjącym jajem.
Zatrzasnęłam książkę do transmutacji, którą położyłam
sobie godzinę temu na kolanach i od tamtej pory nie przewróciłam ani jednej
strony. Zegarek na gzymsie kominka wskazywał niewyraźnie dwudziestą trzecią
trzydzieści i wiedziałam, że Sapphire nie uwierzy, że spędziłam cały wieczór na
błoniach, biegając, ale przynajmniej zdążę zająć łazienkę przed nią.
— A ty nie masz już nic do nauki? — zagaił,
obserwując, jak pakowałam do piórnika nietknięte przybory do pisania.
Westchnęłam i przewróciłam oczami.
— Jakbym słyszała mamę — mruknęłam. — Dogadalibyście
się. Pourquoi?
— Klasyfikacja? Na początku grudnia zawsze jest dużo
pracy. Z tego, co wiem, biblioteka z dnia na dzień robi się coraz bardziej
przeludniona. Wczoraj widziałem tam nawet twojego brata.
Wzruszyłam ramionami i zarzuciłam plecak na plecy.
— Jestem skonana. McGonagall mnie ciśnie, prawie
codziennie mam próby do występu świątecznego, bo wystawiamy skomplikowany
magiczny pokaz, ćwiczę choreografię na konkurs — odpowiedziałam. — Poza
tym planujemy z dziewczynami coś super, ale nie chcę ci wszystkiego mówić, bo
to niebezpieczne i podejrzane, gdybyś tyle wiedział.
Mrugnęłam do niego z uśmiechem, pomachałam na pożegnanie
i pomknęłam w stronę wyjścia, jak zwykle odprowadzona przez magiczne oko.
Imponowała mi jego dojrzałość i rozsądek, nawet to, jaki bywał zasadniczy, ale
kiedy na tapet wpadał temat obowiązków szkolnych, Barty robił się upierdliwy
jak Livia.
Doświadczenie nabrane przez lata szwendania się nocami po
zamku pomogło mi dostosować krok do ciszy panującej na korytarzach, ale i tak
miałam uszy otwarte, a oczy dookoła głowy. Tak na wszelki wypadek. Szkoła w
okolicy północy paradoksalnie zdawała się żyć najbardziej, było słychać każde
chrapnięcie portretu, skrzypnięcie zbroi, westchnienie drewnianych desek i
wiatru za oknami. Byłam wyczulona na każdy szmer, a i tak prawie popuściłam ze
strachu, kiedy zza drzwi jednej z komórek rozległ się jakiś ssąco-mlaskający
dźwięk. W panice szurnęłam pod przeciwległą ścianę, cudem nie przewracając
cokołu z tysiącletnim posążkiem, ale trąciłam go plecami i to wystarczyło, żeby
potwór z kantorka się spłoszył. Sądząc po odgłosach, poleciały blaszane wiadra
i jakieś szklane butle, a drzwi same się otworzyły i wypadły z nich miotły,
ukazując jakiegoś opalonego chłopaka i… niekompletnie ubraną Livię.
Jeżeli jakikolwiek widok mógł sprawić, że zaniemówię, to
właśnie taki.
Przeżyłam chyba najbardziej krępujące dziesięć sekund
swojego życia, podczas których starałam się nie patrzeć, jak siostra bezładnie
zapinała guziki koszuli, a jej towarzysz mocował się z rozrzuconą zawartością
składzika.
Spostrzegłam czarne włosy związane w kucyk i natychmiast
rozpoznałam w nim tego samego ucznia Durmstrangu, z którym widziałam ją na
trybunach podczas pierwszego zadania. Mimo nerwowych ruchów i wyraźnego
zakłopotania wyglądał na bardzo przystojnego i w guście Livii: podkręcony,
ciemny wąs i wysoka, barczysta sylwetka w typie Andrzeja Kmicica, w pasujących
do śniadej cery krwistoczerwonych szatach — w tej chwili mocno
wygniecionych i porozpinanych.
— Co ty tu robisz? — rzuciła natarczywie,
błyskając wściekle wytrzeszczonymi oczami. — Już prawie północ,
dlaczego nie jesteś w dormitorium?
— Miałam szlaban u Filcha — wypaliłam bez
zastanowienia, przyglądając się, jak chłopak usuwał z podłogi jaskraworóżowy
płyn do czyszczenia. Popłoch, w jaki wpadła Livia, dał mi szczątkowe poczucie
przewagi.
— U Filcha?
— Tak. A ty?
Rumieniec błyskawicznie wpełzł na jej policzki i byłam
pełna podziwu, że dopiero teraz. Livia niby mimochodem odsunęła się od chłopaka
na taką odległość, na ile pozwalały jej otwarte drzwi, a Bułgar nagle bardzo
mocno zainteresował się ścianą po drugiej stronie korytarza. Napięcie w
powietrzu było niemal fizycznie wyczuwalne.
— A ja… ja pożyczałam od Evgenija książkę, bo… bo
biblioteka była już zamknięta.
Sama nie wierzyła w swoje kłamstwo, mówiły mi o tym jej
rozbiegane oczy, ale grunt, by uwierzyła w moje.
— Dobrze. No to… miłej lektury i dobranoc.
— Dobranoc — odpowiedziała bardzo szybko i
rozeszłyśmy się w różne strony, nawet na siebie nie patrząc.
Zbiegając prędko po schodach do holu, czułam serce walące
gdzieś w okolicy przełyku, jak gdybym to ja została przyłapana na migdaleniu
się po nocach w komórce na miotły. I to jeszcze przez kogo. Przez siostrę, z
którą aktualnie miałam kosę. Nie zazdrościłam Livii dzisiejszej nocy. Teraz,
kiedy — bezpieczna i niewinna — czekałam w kolejce pod
łazienką, aż Sapphire skończy suszyć włosy, nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
Wyglądało na to, że żałoba po poprzednim chłopaku minęła i rozpoczął się proces
wybaczania tej swojej głupiej, wrednej siostrze.
Najwyższa pora. Kończył się pierwszy tydzień
grudnia.
A Evgenij był dużo przystojniejszy niż tamten liliput z
Beauxbatons.
*
Gdybym prowadziła pamiętnik, mogłabym w nim zapisać: sobota,
szósty grudnia i nadal nie spadł ani jeden płatek śniegu. Za to pada.
Koszmarnie pada.
Byłam pewna, że gdyby w tym roku odbywały się szkolne
rozgrywki quidditcha, boisko byłoby oblężone przez Gryfonów i Ślizgonów, którzy
jako jedyni od lat przygotowywali się na najtrudniejsze warunki pogodowe. Ale
teraz bure tereny wokół szkoły świeciły pustkami, chyba że ktoś z delegacji
postanowił zaryzykować wycieczkę przez półpłynne błonia. Spodziewałam się, że
wśród śmiałków wyjątkowo nie będzie Evgenija. Na śniadaniu usiadł najdalej, jak
tylko się dało, a podczas obiadu, na który spóźniłam się po ćwiczeniach w sali
chóru, nie spotkałam go wcale. Pochłonięta planowaniem kolejnej wizyty u
Croucha i zgraniem jej z jeszcze jedną sekretną próbą z dziewczynami, możliwe,
że na jakiś czas — prawdopodobnie do spotkania Vipiego — zapomniałabym
o sprawie, gdyby nie kręcąca się pod Wielką Salą Livia.
Pozwoliłam sobie na krótki uśmiech, widząc ją w
perfekcyjnie wyprasowanej koszuli i idealnie ulizanych włosach spiętych w
kucyk, z którego nie wymykał się ani jeden włosek. Intensywny wzrok
siostry sprawił, że szybko przybrałam możliwie jak najbardziej niewinny wyraz
twarz. Chciałam przystanąć, ale ona natychmiast zaciągnęła mnie w najbardziej
odludną o tej porze dnia część sali wejściowej.
— Wczoraj nie pożyczałam żadnej książki — wypaliła
Gryfonka.
— No co ty, nie gadaj — odparłam, nie
kryjąc ironii.
Nie skomentowała tego.
— Spotykam się z Evgenijem.
Dłonie, którymi ściskała mnie z całej siły za nadgarstki,
były wilgotne i lodowate. W pierwszej chwili naprawdę miałam ochotę parsknąć
śmiechem, ale widok tych okrągłych, pełnych oczekiwania i strachu oczu
spowodował, że znów poczułam się zbita z tropu — podobnie jak
wczoraj, kiedy Livia w pośpiechu próbowała doprowadzić ubranie do porządku.
Jakby stała przede mną zupełnie inną osobę. Ten sam blond koński ogon, ta sama
perfekcyjnie, prawie niewidocznie umalowana buzia, te same jasne oczy, ale nie
ta Livia. Zupełnie inna energia.
Wtem doznałam tego samego szoku co podczas pierwszego
zadania, gdy pracownicy ministerstwa wprowadzili pierwszego smoka — ja
już nie tylko podejrzewałam, jakie emocje targały moją siostrą. Ja byłam
w stanie poczuć to wszystko na każdym odsłoniętym kawałku swojego ciała. Na
dłoniach, przegubach, na kawałku szyi i bezpośrednio na twarzy. Nie tak
intensywnie, jak wtedy na trybunach, o nie, to było po stokroć bardziej łagodne
i jasne, lecz sposób był bardzo podobny. Jakby owionął mnie ciepły, niespokojny
powiew tchnący czymś słodkim i rozpaczliwym. Nie miałam pojęcia, jak to
nazwać.
Musiałam zamrugać, żeby ocknąć się z tego
niespodziewanego wrażenia.
— Très bien… — wydukałam. — Nie
wiem, co mam ci powiedzieć… to dobrze?
— Właśnie chodzi o to, żebyś nic nie mówiła. Nikomu — wyszeptała
z naciskiem, jeszcze mocniej wpijając się palcami w moje nadgarstki. — No
wiesz… nikomu-nikomu.
— W sensie… Vipiemu…?
— NIKOMU. Ta papla zaraz każdemu wypaple, a w
Gryffindorze teraz każdy kibicuje Harry’emu, nie chcę, żeby ktoś mnie brał za…
zdrajczynię czy coś… Proszę. — Desperacja w jej głosie wydała mi się
złowieszcza. — I rodzice… nie chcę, żeby się dowiedzieli po tym, co
było na wakacjach. Proszę, jesteś mi to dłużna.
Początkowo naprawdę zrobiło mi się jej żal, ale ostatnim
zdaniem wymazała całą empatię, jaką do niej poczułam. Opuściłam ręce, które
zaskakująco łatwo wyślizgnęły się z jej mokrego uścisku.
— Dłużna? A to niby dlaczego? — oburzyłam
się.
— Nie wymsknie mi się o szlabanie u Filcha. Swoją
drogą, za co tym razem?
— Nie twoja sprawa — burknęłam.
Lustrowałyśmy się przez dłuższą chwilę, podczas gdy hol powoli się wyludniał i
nasza rozmowa w zacienionym kącie przy balustradzie zaczynała wyglądać coraz
bardziej podejrzanie. W końcu westchnęłam ciężko i skinęłam głową. To była
uczciwa umowa, zwłaszcza że i tak nie zamierzałam pisać o tym rodzicom, a
wolałam utrzymać w jak największej tajemnicy swoje nocne eskapady. — Dobra.
Ale wszystkie moje szlabany do końca tego roku zostają między nami, compris?
Uniosła brew, odzyskując odrobinę dawnej liviowatości.
— Wszystkie szlabany do końca roku? Planujesz
jeszcze jakieś?
— Bądźmy poważne…
— Niby tak. — Gryzła się jeszcze przez
moment w duchu, aż i ona wypuściła mocno powietrze przez nos i dodała: — Okej.
Ale NAPRAWDĘ ani słowa. Zwłaszcza Victorowi.
— Okej… Skąd ty go w ogóle wytrzasnęłaś? Poza Krumem
nie widziałam, żeby któryś szwendał się po Hogwarcie.
Teraz, kiedy atmosfera między nami się rozluźniła,
ruszyłyśmy powoli najpierw w kierunku schodów, a później na górę, zachowując
bezpieczny dystans od ostatniej grupki Gryfonów wracających z obiadu.
Spostrzegłam, że policzki Livii znów spowił rumieniec, ale tym razem nie tak
intensywnie różowy, a delikatny, prawie uroczy — na tyle, na ile
mogłam nazwać ją uroczą.
— Poznaliśmy się w bibliotece — odpowiedziała,
uśmiechając się do siebie. — Chcieliśmy wypożyczyć tę samą książkę. Jak
gobliny wkurzyły olbrzymów i żałowały.
Romantyczne jak walki olbrzymów z goblinami.
— I co, to coś poważnego?
— Nie wiem, bardzo bym chciała… a jak tam ten twój
plebiscyt? Jeszcze miesiąc, co?
Nie zaprzątałam sobie tym głowy, dopóki Livia nie
zapytała. Na dużej scenie czułam się zawsze jak ryba w wodzie, ale nie
wchodziłam na nią prawie od roku i nagle to, co zjadłam na obiad, zrobiło w
moim żołądku salto. Dokładnie tak. Trzydzieści siedem dni. Raczej nie miewałam
tremy przed występami — nawet przed dużą publicznością — ale
tym razem na samą myśl o błyskających fleszach i samonotujących piórach
smagających mnie ogonkami po nosie zrobiło mi się odrobinę za ciepło.
Całe szczęście ta rozmowa była już na tyle niezręczna, że
Livia nie zwróciła uwagi na to, co rozkwitło mi purpurą na twarzy.
— Tak, to będzie naprawdę zaskakujące — mruknęłam,
przeciągając ironicznie sylaby. — Tak zaskakujące, że wszystkim
pospadają kapcie.
Zwłaszcza McGonagall.
*
Zachowanie tajemnicy Livii w sekrecie przed Victorem
działało przez cały weekend, ale od poniedziałku zaczęło szwankować, a ja nie
miałam pojęcia dlaczego. Raz czy dwa przyłapałam go na tym, jak lustrował mnie
podczas śniadania i sama zaczęłam kwestionować swoje mistrzostwo w sprawianiu
wrażenia niewinnej. Prawie niczego przed sobą nie ukrywaliśmy i po obiedzie
byłam już pewna, że chodziło albo o Barty’ego, albo o Evgenija Koleva.
Paląc w samotności na parapecie w sowiarni, starałam się
wszystko podsumować. Do tej pory udawało mi się trzymać Croucha w tajemnicy.
Mogłam śmiało powiedzieć, że wykazałam się — przynajmniej w moim
wypadku — trudnym do wyjaśnienia rozsądkiem, a czas spędzany na
próbach znacznie poobcinał wszelkie wycieczki do gabinetu nauczyciela obrony
przed czarną magią. Innymi słowy — nic się nie zmieniło.
Natomiast Livia…
Żałowałam, że nie mogłam tak po prostu wejść bratu do
głowy, jak wydawał się to robić Snape. Dodatkowo miałam solidne wątpliwości, by
Victor z dnia na dzień nauczył się legilimencji i nabył umiejętność forsowania
mojej bariery ochronnej. A jednak stawał się dziwnie milczący, kiedy szliśmy
razem na fajkę, podczas posiłków bez przerwy uciekał wzrokiem do części stołu,
przy której siedziała delegacja Durmstrangu i najgorsze w tym wszystkim było
to, że i ja zaczęłam to robić.
Paranoja.
Okazja do dłuższego spotkania nadarzyła się dopiero po
lekcjach. Wiedziałam, że coś się święciło, czując na korytarzu smród
przypalonej szaty zapowiadający nadejście Neville’a, ale dopiero widok Vipiego,
kiedy ten pojawił się na błyszczącym od deszczu dziedzińcu, wywołał we mnie
mały szok. W odróżnieniu od Longbottoma poza zapachem palonej odzieży przyniósł
ze sobą jeszcze smród wędzonego mięsa.
— Przypomnij mi, dlaczego wybrałem opiekę nad
magicznymi stworzeniami? — sapnął, ciskając torbę pod murek
zadaszenia osłaniający placyk przed grudniowym wiatrem.
— Cytuję: nie zamierzam siedzieć po nocach nad
jakimiś durnymi wzorkami na runy, a z Hagridem będziemy mieć lajtowo.
Zrobił minę, unosząc zaczerwienione i pokryte pęcherzami
ręce. Z kilku największych bąbli sączyła się jakaś cuchnąca, przezroczysta
ciecz. Całe moje dzieciństwo było pod symbolem poobdzieranych nóg, siniaków i
strupów na kolanach, ale i tak skrzywiłam się z niesmakiem. Bez pytania wzięłam
dłoń Victora i zaczęłam powoli przesuwać po niej różdżką — z góry na
dół i z powrotem — recytując w pamięci: Vulnera Sanentur, Vulnera
Sanentur, Vulnera Sanentur.
— Kiedyś go zamkną za te sklątki i przysięgam, nie
będzie mi go szkoda — marudził, krzywiąc się raz po raz, kiedy
chłodny powiew omiatał największe pęcherze. — A sklątki do
utylizacji.
— Fais chier, aż tak? — mruknęłam.
— Zgadnij, dlaczego nie poszedłem do pani Pomfrey? — syknął
jadowicie, odwrócił się i podkasał tył szaty, nie zważając na opuchnięte
palce.
Musiałam użyć całej swojej silnej woli, żeby nie parsknąć
śmiechem.
Czarne spodnie od mundurka miał przepalone na wylot
dokładnie na wysokości siedzenia, a wystający przez dziurę kawałek uda i
pośladka również nosił na sobie pokaźny ślad po oparzeniu. Zrobiłam bardzo
zmartwioną minę, czując narastające drżenie podbródka.
— O, sacrebleu… — wymamrotałam,
przykładając sobie rękę do ust. — No… tak, faktycznie może lepiej,
żeby nikt tego nie zobaczył…
— Co masz na myśli?
Skupiłam się z powrotem na jego okaleczonej dłoni, ale
kątem oka spostrzegłam, że znów patrzył na mnie w ten sam sposób, co w Wielkiej
Sali.
— Nie, nic, po prostu też bym nie chciała, żeby cała
klasa oglądała, jak pielęgniarka naprawia mi siedzenie. — Jeszcze
chwilę przesuwałam różdżką to w górę, to w dół, aż skóra wessała białe zgrubienia
i teraz zostało na niej tylko delikatne zaczerwienienie. — Dawaj
drugą.
— Ty coś wiesz — wypalił nagle, mrużąc
oczy.
— Ja? — Rzuciłam mu wyzywające spojrzenie. — A
może ty?
Życie z braćmi nauczyło mnie, że prawie zawsze najlepszą
obroną był atak, więc dla podbicia efektu niby przypadkiem wbiłam palec w
wilgotną ranę nad kanałem nadgarstka, aż Vipi zaskomlał przez zaciśnięte
zęby.
Tak. Z całą pewnością wiedział o Livii. Nie bawiłby się w
podchody, gdyby chodziło o naprawdę poważny temat, ale dlaczego jej po prostu
nie wsypał? Jego też zaszantażowała? Spróbowała wzbudzić litość? Albo oba na
raz? Była inteligentna, ale czy cwana? Oboje zamilkliśmy na moment, zerkając na
siebie co chwilę, a napięcie rosło na tle szumu rozbijającego się o bruk
deszczu. Teraz już nie chodziło o samą Livię, a nietypowy brak zaufania, jaki
między nami zawisł.
Jemu chyba też przyszło to do głowy, bo dziwny upór
przygasł w jego oczach, a Vipi burknął:
— Może i coś wiem…
— Coś o… schadzkach…?
— W klasach…?
— …w składzikach na miotły?
Victor cofnął rękę, chociaż nie była jeszcze do końca
wyleczona. Oczy znów mu błyszczały.
— Livia i ten, no…
— Evgenij Kolev.
— Tak! — wykrzyknął. — Skąd o
tym wiesz?
— Przyłapałam ich w skrytce na miotły. Dosłownie
chwilę przed północą — odparłam z diabelskim uśmieszkiem. — A
ty?
— Kilka razy wróciła do dormitorium po ciszy nocnej
i w końcu postanowiłem ją śledzić — powiedział bardzo z siebie
zadowolony, ale natychmiast skrzywił się z odrazą, jakby zaleciał go smród z
dawno nieposprzątanej łazienki. — Obściskiwali się w klasie zaklęć.
Normalnie i bezwstydnie na katedrze Flitwicka. Widziałem przez dziurkę od
klucza.
No pewnie, że przez dziurkę od klucza, bo jak inaczej?
Uśmiechnęłam się do siebie i pokiwałam z uznaniem głową — czyli
właśnie tak wyglądała ta słynna gryfońska odwaga. Co jak co, ale za żadne
skarby świata nie posunęłabym się do tego, żeby podglądać Livię.
— Ciekawe, dlaczego trzyma to w tajemnicy — dodał,
odwracając się, żebym mogła odczarować mu siedzenie. — Myślisz, że to
coś poważnego?
— Czy ja wiem? Skoro tylko się całowali… zresztą to
Livia, u niej nic nie jest na stałe. Myślę, że raczej się boi, że będziecie ją
oceniać, bo umawia się z chłopakiem z Durmstrangu. Wiesz, po tym, jak Harry
zaszalał na pierwszym zadaniu. Podobno cały Gryffindor mu kibicuje, a wiesz,
jaka ona jest przewrażliwiona na punkcie tego, co ludzie powiedzą.
— Wiem, ale to jest kretyńskie.
— I ty mi to mówisz…?
Urwałam i natychmiast zerwałam się na nogi, a Victor w
ostatniej chwili zamachnął się szatą, żeby ukryć nieszczęśliwie poraniony
tyłek, bo zza winkla wyłonił się Seamus — zdyszany, w przemoczonym
mundurku i cały przesiąknięty smrodem spalenizny. Obie ręce miał owinięte
czymś, co przypominało niezbyt czyste onuce. Widząc nas, stanął jak wryty.
— Co tu robicie? — spytał zdumiony.
— Palimy — odpowiedzieliśmy zgodnie, choć
żadne z nas nie trzymało w ręku papierosa.
Finniganowi najwyraźniej niewiele było potrzeba, bo tylko
wzruszył ramionami i jak gdyby nigdy nic wyciągnął kalendarz.
— Neville mówił, że was tu widział. To co, kiedy
Wiedźmin? Mogę codziennie wieczorem do końca tygodnia, Dean też, tylko nie
dzisiaj, bo odrabia szlaban u Snape’a.
Błądząc myślami dookoła tematu siostry, bąknęłam coś
niezrozumiałego. W tym momencie byłam przekonana, że nie groziła mi żadna
poprawka i dostarczyłam raczej wszystkie zaległe eseje.
Raczej.
— Eee… ja też. Chyba.
— Dobra, to zapisuję was na jutro. Zaraz po kolacji
w klasie Flitwicka, co?
Jak na komendę spojrzeliśmy na siebie przerażeni, a
Victor natychmiast zaproponował inną losową nieużywaną salę. Na myśl, że Livia
i Evgenij mogliby wpaść na nas w środku sesji, coś przewróciło mi się w
żołądku. I nie byłam pewna, czego bardziej się bałam — odwetu, jaki
mogłaby poczynić, żeby odwrócić od siebie uwagę, czy tego, że naprawdę stałaby
się pośmiewiskiem jako ta praworządna uczennica łamiąca regulamin. I to z
kim.
Z chłopakiem z Durmstrangu.
Oboje odetchnęliśmy, kiedy Finnigan udał się do pani
Pomfrey wyleczyć oparzenia, ale wcale nie zrobiło mi się lżej na sercu.
— I co robimy? — zapytał Vipi, kiedy
ruszyliśmy w drogę powrotną do zamku.
W takich chwilach jak ta ubolewałam nad tym, że Hogwart
nie posiadał jakiejś ogólnodostępnej świetlicy, w której można było usiąść i
podyskutować bez udawania, że odrabiało się pracę domową.
— Nie mam pojęcia. Chyba trzeba będzie ją
uświadomić, że wiemy… że wiemy.
Ale to okazało się o wiele trudniejsze, niż się
spodziewaliśmy, ponieważ żadne z nas nie miało pomysłu, w jaki sposób należało
ją uświadomić. Włóczyliśmy się po korytarzach dobrą godzinę, szczegółowo
omawiając ten temat — zdecydowanie zbyt szczegółowo jak na powagę
sytuacji, ale oboje odnajdywaliśmy w tym pewną satysfakcję, jakby nasze
plotkowanie zostało usprawiedliwione. Przecież robiliśmy to dla dobra
siostry.
Trwało to cały poniedziałkowy wieczór, a następnie całe
eliksiry i zaklęcia, które Gryfoni i Ślizgoni odbywali wspólnie. Podczas
praktycznych zajęć z Flitwickiem, na których ćwiczyliśmy zaklęcie odsyłające,
mogliśmy swobodnie rozmawiać, natomiast w lochach zapisaliśmy prawie sto
malutkich karteczek pergaminu, które przekazywaliśmy sobie między lawendą,
miętą pieprzową i suszonymi kawałeczkami krokodylego serca. Pod koniec lekcji
Victorowi zamiast Eliksiru Uspokajającego udało się uwarzyć wielką, czarną
kluchę, a ja — pochłonięta korespondencją — zatrzymałam się
na cuchnącej bazie zawierającej kawałek rozpuszczonej stalówki i moją gumkę do
włosów. Sądziłam, że upiekło nam się tylko dzięki Neville’owi, który odwrócił
uwagę Snape’a, rozpuszczając kociołek, blat i kawałek własnego buta.
Oszukiwanie Livii okazało się dużo łatwiejsze niż
oszukiwanie siebie nawzajem, ale po obiedzie w końcu uznaliśmy, że tak dłużej
być nie mogło. Nie czułam się komfortowo, wchodząc z nią w dziwne pakty, nawet
gdybym miała ograniczyć swoje nocne eskapady na drugie piętro. Zaczailiśmy się
na Livię u stóp schodów prowadzących do wieży Gryffindoru. Wkroczyłam niejako
na nieznany mi teren, bo mimo moich kumpelskich relacji z niektórymi Gryfonami,
nie zapuszczaliśmy się nawzajem pod swoje dormitoria. Podobnie jak w okolicy
tajnego przejścia do salonu Ślizgonów, tutaj również znajdowały się publiczne
toalety i właśnie tam — za spiralną poręczą dokładnie naprzeciwko
drzwi — przytuliliśmy się do ściany i nasłuchiwaliśmy ostrego,
przyśpieszonego stukotu.
Gra w rozpoznawanie kroków, w którą bawiliśmy się w
przeszłości na wakacjach, przyniosła teraz niespodziewane korzyści.
Dokonaliśmy zmasowanego, dwuosobowego ataku. Mój marny
wzrost zrekompensowała masa Victora i sekundę po tym, jak Livia pojawiła się na
korytarzu, została przez nas wciągnięta prosto do damskiej toalety. Przerażona
odskoczyła w ciemność i zanim zapaliły się lampy, zderzyła się plecami z
umywalką.
— Auu! Co wy… zwariowaliście…? — wydusiła
z siebie, z trudem łapiąc oddech. W pierwszej chwili wyglądała na
rozwścieczoną, ale widok naszych poważnych, zaciętych twarzy musiał sprowadzić
ją na ziemię, bo zapytała już dużo spokojniej: — Co was
ugryzło?
— Wiemy o Evgeniju — rzucił stanowczo
Victor. — To znaczy… wiemy, że wiemy.
— I uważamy, że postępujesz głupio — dodałam.
Chyba się zmieszała, bo poruszyła się nerwowo, patrząc
rozbieganym wzrokiem to na mnie, to na brata, usta zadrżały jej, jak gdyby
miała zamiar powiedzieć coś na swoją obronę, lecz nagle pobladła twarz siostry
stężała, czoło wyprasowało się, a oczy nabrały takiej surowości, jakiej jeszcze
u niej nie widziałam.
— Nie prosiłam was o opinię — oznajmiła,
prostując się — tylko o dyskrecję. I tak to jest o coś was prosić.
Właśnie TACY jesteście. Skoro już sobie nawzajem wszystko wygadaliście, to
chociaż bądźcie tak mili i zachowajcie to dla siebie, jasne?
Przygotowując się na to spotkanie, nie byłam ani trochę
zestresowana, ale w tym momencie doświadczyłam nieprzyjemnego tąpnięcia w
żołądku, takiego, jakie czuje się wtedy, kiedy rozmowa, na której nam zależy,
idzie nie w tym kierunku, w którym się zakłada. Popatrzyliśmy na siebie z Victorem
i zdałam sobie sprawę, że on również był zbity z tropu.
— Ale… — Zawahał się. — My
nikomu nie zamierzaliśmy tego rozpowiadać, po prostu domyśliliśmy się…
Urwał, więc postanowiłam go wesprzeć.
— I chcieliśmy ci powiedzieć, że nikt nie pomyśli,
że jesteś jakąś zdrajczynią, bo umawiasz się z kimś spoza Hogwartu. A jeśli
tak, to jebać takich przyja…
— Dobra, dobra — przerwała mi
rozdrażniona. — Zachowajcie te swoje mądrości dla siebie i nie
wtrącajcie się, co?
Roztrąciła nas brutalnie ramionami i wymaszerowała z
łazienki, trzaskając drzwiami. Miniaturowa ikona z gryfem w spódniczce
zawieszona tuż pod okrągłym okienkiem tańczyła radośnie, szczerząc kły w
idiotycznym uśmieszku, wyśmiewając nasze niepowodzenie. Spojrzałam na Vipiego,
który odetchnął zrezygnowany i klapnął na zamkniętym sedesie w otwartej
kabinie.
— I co teraz?
Wzruszyłam ramionami, choć w środku wszystkie wnętrzności
krzyczały niezadowolone po tym niesprawiedliwym traktowaniu. W głowie na
eliksirach ta rozmowa miała zdecydowanie inny przebieg, a na końcu Livia
uśmiechała się z wdzięcznością i dziękowała za zapewnienie, że zawsze przy niej
będziemy.
No tak, zapomniałam, że to przecież Livia.
— Nic. Jeżeli chce się obcałowywać z tym kolesiem po
kanciapach, to niech sobie żyje w oblężonej twierdzy, na zdrowie — mruknęłam.
Teraz mnie powoli zaczęła się udzielać jej złość. — Najwyżej wpadną
na nas, jak będziemy szlachtować utopce.
— I bardzo dobrze — podsumował.
Rozeszliśmy się w milczeniu, każde pogrążone we własnych
myślach. Czułam się dziwnie zmieszana po tej rozmowie — jakby siostra
po części miała rację. Może i wtrąciliśmy się w sprawę z Evgenijem, ale czy ona
na bieżąco nie wtrącała się w nasze życia? Miała pretensję o zerwaną umowę ze
Spellphonium, odgrażała się, że doniesie rodzicom o fajkach i szlabanach i za
każdym razem padał ten sam argument: jestem starsza. Miałam ochotę się
komuś wygadać, ale Sapphire zniknęła zaraz po lekcjach, a Barty był ostatnią
osobą, z którą chciałam poruszać ten temat.
Dziecinny temat.
Dużo zyskałam na spędzaniu czasu w jego towarzystwie.
Dzięki niemu potrafiłam już zmuszać koty do podkradania drobnych przedmiotów z
torby Pansy Parkinson, miał ogromną wiedzę z wielu tematów, pomagał mi przy
pisaniu esejów i był jak chodząca encyklopedia, ale nie chodziło tylko o same
korzyści. Po prostu lubiłam go. Nawet w tych nudziarsko-sztywniackich momentach
i w przebraniu Moody’ego. Naprawdę go lubiłam i bardzo chciałam, żeby nareszcie
przestał widzieć we mnie tego dzieciaka, jak czasami zdarzało mu się do mnie
zwracać.
Wyrzuciłam Livię z głowy dopiero trzy godziny później,
kiedy przed kolacją zaczęłam pakować się na sesję. W pośpiechu przewalałam
kufer w poszukiwaniu notatek, które sporządziłam sobie specjalnie na to
spotkanie, kiedy na korytarzu rozległy się znajome przyśpieszone kroki, a
chwilę później do sypialni wparowała Sapphire. Zanim ją zobaczyłam, poczułam ją — delikatną
burzę, bardzo podobną do tej, z którą zetknęłam się podczas mojej nocnej rozmowy
z siostrą. Natychmiast wypuściłam z rąk pęk rulonów i przysiadłam na piętach,
ale nie zdążyłam się nawet odezwać, bo uderzył mnie niespodziewany widok
zaciśniętych ust i rozmazanego makijażu.
Sapphire przypominała teraz wściekłą pandę.
— Co się…?
— Nie interesuj się! — warknęła, przecięła
pokój jak strzała i zamknęła się w łazience, z której prawie natychmiast
poleciał dźwięk szumu wody w umywalce.
Zupełnie zdezorientowana klapnęłam z powrotem na podłodze.
Byłam przyzwyczajona do melancholijnych stanów przyjaciółki, jej wieczornego wylegiwania
się w łóżku, obojętnych min i irytującego pofukiwania, ale prawie nigdy nie
pokazywała łez. Nie tak otwarcie. A teraz, gdy przebiegała obok, byłam
przekonana, że skrzywiła się jak na moment przed płaczem.
Notatki znalazłam dziesięć minut później i przez cały ten
czas towarzyszyła mi cisza, a ja znów biłam się z myślami. Zapukać? Nie
zapukać? Odejść? Nie, chyba nie wypadało. Kilka razy podchodziłam do drzwi i
przykładałam ucho do dziurki od klucza, ale poza płynącą wodą nie usłyszałam
niczego, nawet tłumionego szlochu.
Z bijącym sercem zaryzykowałam.
Zapukałam.
Nic. Cisza.
Westchnęłam i podobnie jak przy sprawie z Livią — nie
pomogło. Najwidoczniej faktycznie miałam się nie interesować.
Odwróciłam się i zostawiłam przyjaciółkę w spokoju, będąc
prawie pewna, że i tym razem chodziło o jakieś składzikowe randki.
~*~
Wracam na chwilę do betowania Siostrzenicy, bo 1) trwa NaNoWriMo, 2) jutro czeka mnie 12-godzinny maraton pisania (tak na wszelki wypadek, jakby podczas samego NaNo było mi za lekko). Zobaczymy, ile uda mi się napisać, ale celuję przynajmniej w jeden rozdział, a później się zobaczy. Wyjątkowo na tegoroczne NaNoWriMo nie miałam żadnej konkretnej historii do nadgonienia i w sumie po zeszłym i jeszcze poprzednim listopadowym wyzwaniu cenię sobie tę wolność.
~Cam.
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 13:05
Wszystkie twoje rozdziały sa ciekawe ^^ Notka super :) Dobrze, że Sophie ma „haka” ma Ritę ^^ A Malfoy jak zwykle podrywacz ^^ Pozdrawiam
23 sierpnia 2008 o 13:09
UsuńHehe, nom, ma tego „haka” xD ale w krótce nie tylko ona będzie znać tą jej małą tajemnicę xD
~AdriAnnkA
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 13:29
hehe takiego Malfoy’a to jeszcze nie znałam xD świetna notka;)pozdr;*a u mnie news pewnie dziś będzie , bo miałam parę spraw na głowie ;D jak się pojawi to cię powiadomię xd
23 sierpnia 2008 o 13:54
UsuńDziękuję xDDD
~Szafira
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 13:43
Przykro mi, ale nie mogę ocenić Twojego bloga. Nie masz mnie w linkkach i przy zgłoszeniu nie wpisałaś hasła, a to oznacza, że nie zapoznałaś się z regulaminem.Pozdrawiam[oceny-szafiry]
23 sierpnia 2008 o 13:56
UsuńRegulamin? Hasło? Linki? Ehm, nie mam na to czasu, a Ty masz trochę zbyt dużo wymagań. Sorki, jeśli jestem niemiła, ale ja właśnie tak uważam, a najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa xD
fifi35@buziaczek.pl
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 13:51
2 komcie za konkurswww.swiat–kini.blog.onet.pl
23 sierpnia 2008 o 13:56
UsuńHehe, miłe xD
fifi35@buziaczek.pl
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 13:51
2 komcie za konkurswww.swiat–kini.blog.onet.pl
23 sierpnia 2008 o 13:56
UsuńxDD
~* romans-hogwart blablabla
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 14:04
Hej laska a co ten niby nie był ciekawy?!Proszę nie opowiadaj takich głupot! -Z Eloise Midgeon na pewno coś pragnie się wyrwać, ale to chyba nie łabędź… uwielbiam ten moment w filmie jest nie do zdarcia! A Ty jak świetnie poradziłaś sobie z Malfoyem,szybko i na rekaksie czyta sie twoje opowiadanie!Przepraszam,że nie dałam Ci znać u mnie ,obiecuję się poprawić a Ciebie proszę o wybaczenie:D Pozdrawciam!!
23 sierpnia 2008 o 14:09
UsuńHehe, ja też lubię ten moment w filmie, dlatego go umieściłam i uznałam, że jest godny bycia w moim opowiadaniu xD
~Gabika138
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 14:08
Uuu, ale długie… ;/ Trochę to przewidywalne ;P bo wiem, co się stanie ;P… :) Ale spoko napisane i ciekawe ;). pzdr!violet-riddle.blog.onet.pl
23 sierpnia 2008 o 14:14
UsuńHehe, a kiedy u Ciebie news? Czekam z niecierpliwością xD
~Nadia
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 14:10
Ten rozdział był jednym z najlepszych do tej pory. Pewnie dlatego mi się tak podobał, bo lubię się śmiać, a przy scenie z nauką tańca nie sposób się było nie roześmiać.I znowu Sophie utarła nosa Ricie. Ciekawa jestem, co takiego przeskrobała, że mogłaby trafic do Azkabanu. Śmierciożercą jest, czy co? Ale wakacje w Azkabanie by się jej przydały xDAch te dziewczyny! Najpierw krzyczą, potem się rzucają na szyję… Ciężko za nimi nadążyć. Muszę zapytać kogoś postronnego, czy też taka jestem. Ale czyżby Malfoy naprawdę się zakochał? ….
23 sierpnia 2008 o 14:15
UsuńMalfoy? Przekonasz się za kilka rozdziałów ;> xD
~Brooke Davis
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 15:10
Czyżby Malfoy naprawdę zakochał się w Soph???? Czekam na next http://www.one-tree-hill.blog.onet.pl P.S. To jest jedenz najlepszych rozdizałów, które do tej pory napisałaś;]
23 sierpnia 2008 o 15:50
UsuńDziękuję xD
~Olka
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 17:18
Każdy rozdział twojego opowiadania jest ciekawy.Ten jest nawet trochę śmieszny(fragment z nauką tańca).Czekam na następny rozdział.
24 sierpnia 2008 o 16:53
UsuńHej, to nie była nauka tańca, jak już, tylko próba xD Ale dzięki xD
~Nadia
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 17:24
Rzeczywiście, ten wysrtój jest bardziej mroczny. Mi się podoba. xD
24 sierpnia 2008 o 16:54
UsuńDzięki, mi też się bardziej podoba, przynajmniej już tak nie razi w oczy xD
~K@jka
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 17:26
Hej:*Masz super bloga! Exstra opowiadanie! Naprawde, nie wiem jak ty to zrobilas ze tyle wymysliłas^^ Bardzo mi sie podoba! I wcale nie uwazam ze rozdziały sa krotkie, wrecz przeciwnie:)Dzieki za komcia u mnie. Zapraszam ponownie!www.kajka101.blog.onet.plPozdrawiam:*
24 sierpnia 2008 o 16:55
UsuńMiło, że tak myślisz xD Na pewno wpadnę na Twojego bloga xD
~kefirek
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 18:29
Muzyke ma we krwi. :DCzarny Pan powinien być zadowolony, bo jeg9o siostrzenica szyfruje treśc listu, ale wydaje mi się, ze sam napisał wszytsko jasno i każdy mógłby odgadnąć o co chodzi. Dobrze, ze ten list zniknął. Voldi to ma pomyślunek. Pozdrawiam!
24 sierpnia 2008 o 16:57
UsuńOczywiście, że ma xD Voldie wg mnie to szycha xD
~DC-Fan
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 18:43
Sorka ale nie przepadam za Harrym Potterem i innymi takimi ale ogólnie niby fajne ale nie rozumiem co ci sie nie podoba w moim blogu. Nie bloguje od kilku lat tak jak inni blogerzy tylko dopiero zaczynam a tak wogóle to mój blog wcale nie jest zaniedbany!
24 sierpnia 2008 o 16:58
UsuńW sumie, to nie chodziło mi o zaniedbanie tylko o zaśmiecenie i trochę źle kontrastujące ze sobą kolory. Ale jeśli Cię uraziłam, to sorka =(
AdriAnnka
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 20:01
nowa notka na http://www.pamientnik-lilyanne-evans.blog.onet.pl (;zaparszam! xDPS. nowa grafika boska xD
24 sierpnia 2008 o 16:59
UsuńDziękuję, że tak myślisz xD Ale ja bym nie przesadzała xD
AdriAnnka
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 20:01
nowa notka na http://www.pamientnik-lilyanne-evans.blog.onet.pl (;zaparszam! xDPS. nowa grafika boska xD
24 sierpnia 2008 o 17:00
UsuńHehe, a ja sie douczyłam podwajania komentarzy xD to jest na prawdę ciężkie xD takie małe uzależnienie xD
~lidzia0408
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 20:09
aj….nie gadaj wszytskie rozdzialy sa dluuuugie i ciekawe hehe nom ten rzeczywiscie dlugi:) ale to dobrze:D fajniusko sie mi czytalo:) wbijaj do mnie tez:) http://www.yarabi-my-love.blog.onet.pl
24 sierpnia 2008 o 17:01
UsuńTen jest długi, nawet bardzo bardzo dłuuugi xD ale na tym się kończy nuda! xD
~lidzia0408
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 20:09
aj….nie gadaj wszytskie rozdzialy sa dluuuugie i ciekawe hehe nom ten rzeczywiscie dlugi:) ale to dobrze:D fajniusko sie mi czytalo:) wbijaj do mnie tez:) http://www.yarabi-my-love.blog.onet.pl
24 sierpnia 2008 o 17:02
UsuńWbiję, ale dawaj częściej notki xD
~*
OdpowiedzUsuń23 sierpnia 2008 o 23:49
Nowy rozdział u Gwiazdeczki,zapraszam Cię
24 sierpnia 2008 o 17:03
UsuńSpoko, xD wpadnę xD
Cameron_Riddle
OdpowiedzUsuń24 sierpnia 2008 o 08:41
Serdecznie zapraszam na nowy rozdział na http://www.cameron-riddle.blog.onet pt. „Jesteś ode mnie uzależniony” :) Zachęcam do przeczytania i skomentowania PS. Fajny ten new wystrój ^^
24 sierpnia 2008 o 17:05
UsuńDziękuję xD Wpadnę na pewno xD [dokładniej, to już wpadłam xD]
~DiabeLna_KsiezniCzka
OdpowiedzUsuń24 sierpnia 2008 o 14:58
Fajny rozdziałek ;)Na http://moja-prawdziwa-powiesc.blog.onet.pl/ pojawił się nowy odcinek ;) Zapraszam do czytanie i komentowania ;*
24 sierpnia 2008 o 17:05
UsuńDanke xD wpadnę i skomciuję xD
~DiabeLna_KsiezniCzka
OdpowiedzUsuń24 sierpnia 2008 o 14:58
Fajny rozdziałek ;)Na http://moja-prawdziwa-powiesc.blog.onet.pl/ pojawił się nowy odcinek ;) Zapraszam do czytanie i komentowania ;*
24 sierpnia 2008 o 17:06
UsuńxD
elipssa@amorki.pl
OdpowiedzUsuń24 sierpnia 2008 o 15:56
fajnie ze lubisz Brit u mnie new notka miss-brit
24 sierpnia 2008 o 17:07
UsuńBritney jest fajna, chociaż ma sieczkę w głowie xD ale przecież nie to się liczy, tylko to, jakie ma piosenki xD
~iza
OdpowiedzUsuń24 sierpnia 2008 o 16:34
2 komcie za glos w Liscie przebojów:)A teraz blogolotek,do wygrania az40 komci.weż udzaił w nim,oplaca sie! http://www.15iza15.blog.onet.pl P.S CIEKAWY ROZDZIAL
24 sierpnia 2008 o 17:08
UsuńTwój „PS” był rzeczywiście długi xD ale thx za info xD
~iza
OdpowiedzUsuń24 sierpnia 2008 o 16:34
2 komcie za glos w Liscie przebojów:)A teraz blogolotek,do wygrania az40 komci.weż udzaił w nim,oplaca sie! http://www.15iza15.blog.onet.pl P.S CIEKAWY ROZDZIAL
24 sierpnia 2008 o 17:08
UsuńMoże wezmę udział, jak mi zostanie trochę czasu xD
~Katia
OdpowiedzUsuń24 sierpnia 2008 o 21:06
Może twoje rozdziały nie są strasznie długie (choć nie narzekam) ,ale za to pojawiają się co chwila.
26 sierpnia 2008 o 16:06
UsuńxD
~Katia
OdpowiedzUsuń24 sierpnia 2008 o 21:09
Może twoje rozdziały do najdłuższych nie należą (choć nie narzekam) ,ale za to pojawiają się co chwila.Pozdrawiam
26 sierpnia 2008 o 16:05
UsuńZnowu? Myślałam, że ten rozdział jest bardzo długi! Nawet myślałam, że się ludziom znudzi czytanie takiego długaśnego opisu itp… Następny będzie jeszcze dłuższy xD
~Hyś
OdpowiedzUsuń25 sierpnia 2008 o 10:59
Jak chce ci sie tyle pisać
26 sierpnia 2008 o 16:06
UsuńNom, chce się tyle pisać xD
skazana@onet.eu
OdpowiedzUsuń25 sierpnia 2008 o 15:33
Ja cię kręce :D No długaśny, ale ciekawy jak zawsze. http://ucieczka-serc.blog.onet.pl/ nowa notkaniemodna
26 sierpnia 2008 o 16:07
UsuńDziękuję xD
~Pisarka.
OdpowiedzUsuń25 sierpnia 2008 o 16:05
Nowa notka na /lily-evans-james-potter/Rozdział 09 : Urządzamy Halloween.Zapraszam do czytania i wyrażania opinii. Pozdrawiam,
26 sierpnia 2008 o 16:08
UsuńDanke xD
Cameron_Riddle
OdpowiedzUsuń26 sierpnia 2008 o 08:02
Nowy rozdział na http://www.cameron-riddle.blog.onet.pl :) Serdecznie zapraszam do przeczytania i skomentowania
26 sierpnia 2008 o 16:08
Usuńgabika138@onet.eu
OdpowiedzUsuń26 sierpnia 2008 o 12:04
Dobrze, że nie są długie (a ten niestety był ;( ), bo krótkie się lepiej czyta…Nowa notka na violet-riddle.blog.onet.pl ;) zapraszam!
26 sierpnia 2008 o 16:09
UsuńAle mam nadzieję, że nie był taki nudny, jak poprzedni xD
~=)
OdpowiedzUsuń26 sierpnia 2008 o 18:11
o fuuuuuuuuuuuuuuuu. jaki dziwny blog ….. aż żal sie robi jak na niego patrze ….. wogóle są niedopasowane kolory . lepiej sprawdź jak wygląda prawdziwy blog http://www.promyk-sloneczka6.blog.onet.plten blog jest nieciekawy i nawet niewiem o czym on jest……..
26 sierpnia 2008 o 18:32
UsuńO Boże… Sorka, że wzywam Boga, ale Twój komentarz, a szczególnie blog wzywa o pomstę do nieba… Weź, właśnie wpadłam na niego [za Twoją namową] i parsknęłam śmiechem. Okropieństwo… Nie wiesz, że do czarnego każdy kolor pasuje? To TWÓJ blog jest okropny a niw mój. A jeśli chciałaś zaspamować, wystarczyło napisać… Ile Ty masz lat, żeby mnie obrażać na MOIM blogu? Chciałam być uprzejma, ale Ci powiem: nie jestem pobłażliwa. Za tego komcia odpłacę Ci tak, że już nigdy nie powiesz o żadnym blogu złego słowa, przynajmniej nie o dobrym blogu. Jeśli Ci się nie podoba, to dlaczego komentowałaś? Ehm, nienormalne… lol
~dream - toxic
OdpowiedzUsuń27 sierpnia 2008 o 22:22
piszesz zarąbiste opowiadania
8 września 2008 o 18:00
UsuńNajlepsze stwierdzenie [ lekko nieocenzurowane ] ha, zawsze to zauważę xD ale to nic xD
Brillen
OdpowiedzUsuń7 września 2008 o 20:01
Rozdział strasznie mi się spodobał!Bomba!Mam nadzieje ze Sophie pójdzie z Draco na bal.Coś mi się wydaje że będzie sie działo xDlg-potter.xx.pl
8 września 2008 o 18:00
UsuńTaak, będzie się działo xD