Syriusza zastałam w domu
tak, jak się tego spodziewałam. Na mój widok bardzo się ucieszył, ale wyglądał
na troszkę zaniepokojonego. Zaraz potem, jak objął mnie na powitanie,
zaprowadził do salonu i zrobił herbatę, zapytał:
- Snape tak po prostu pozwolił ci opuścić szkołę na rzecz tych
odwiedzin?
- A miał jakieś wyjście? Szczerze powiedziawszy, to jego zgoda była
jedynie formalnością – odparłam z lekkim uśmiechem. Cały salon pokrywały białe
płachty, dywany zwinięto i oparto o ściany. Postanowiłam o to spytać.
- Dlaczego pakujesz te meble? Zamierzasz się znowu wyprowadzić?
- Niezupełnie. Styl nowoczesny nie pasuje do mnie, wolę wytworne,
drewniane meble, jedwabne tapety, kryształowe żyrandole… Wiesz, o co mi chodzi.
Sama wychowałaś się w takich komnatach.
- To dobry pomysł. Jeśli chcesz, mogę ci pomóc w remoncie – odparłam.
Syriusz uśmiechnął się.
- Nie chcę ci zawracać głowy. Opowiedz mi lepiej, co się dzieje w
Hogwarcie. Słyszałem, że Snape wprowadził do regulaminu szkolnego wiele
modyfikacji…
- Tak, to prawda. Profesor jednak robi to dla naszego dobra, przecież
jeśli byłby tak pobłażliwy jak Dumbledore, wybuchłby prawdziwy chaos. Żyjemy w
naprawdę ciężkich czasach, potrzebujemy kogoś, kto poprowadziłby nas. Co prawda
jest to nieco uciążliwe, ta ciągła kontrola i w ogóle… Nauczyciele patrolują korytarze
i dormitoria dwadzieścia cztery godziny na dobę, ale najgorsza jest cenzura.
Snape oczywiście nie ogranicza mnie tak, jak innych uczniów, ale nie może
przecież mnie faworyzować. Nie lubię być tak traktowana – powiedziałam i
westchnęłam cicho, nie patrząc na Blacka. – Wiesz, na samym początku miałam
nadzieję, że ten cały reżim będzie wyglądał jakoś inaczej. Nie podoba mi się
to.
Dopiero kiedy wypowiedziałam te słowa, poczułam, że za bardzo się
otworzyłam. Syriusz, mimo że był moim przyjacielem, należał też do Zakonu
Feniksa. Oczywiście nie zarzucałam mu zdrady, nie. Ufałam mu, lecz obawiałam
się, że kiedyś możemy się posprzeczać, a wtedy przypadkowo mógłby komuś
przekazać te informacje. Jeżeli w moim sercu rodziła się ta niepewność,
oznaczało to, że nie ufałam Syriuszowi?
- No wiesz, sama już to powiedziałaś: żyjemy w takich czasach. Ale nie
martw się, to potrwa niedługo. Co prawda nie wiemy, gdzie jest Harry, ale sami
też robimy naprawdę…
- Syriusz – przerwałam mu ostro. – Dobrze wiem, że członkowie Zakonu
nie byliby zadowoleni, gdyby się dowiedzieli, że rozmawiasz ze mną o ich
planach. Opowiedz mi, co tam w ich życiu prywatnym. O tym możemy pogadać. Więc
co tak u Tonks, Weasleyów…
Syriusz poinformował mnie, że Nimfadora już niedługo urodzi Remusowi
dziecko, co raczej nie wywołało u mnie pozytywnej reakcji. Przynajmniej w
środku, na zewnątrz zaś udałam, że bardzo mnie to ucieszyło. Kiedy tak się nad
tym zastanowiłam, to Lupin zasługiwał na odrobinę szczęścia. Aczkolwiek dziecko
mogło przejąć wilkołactwo i wtedy już nie będzie tak różowo. Tonks oczywiście
pokocha je bezwarunkowo, wychowa bez względu na to, czy będzie chore, czy też
nie. Ale Lupin… Już raz okazał tchórzostwo, wątpiąc w niewinność Syriusza.
- Tak się zastanawiałam, czy Remus będzie dobrym ojcem. To znaczy… czy
w ogóle będzie nim, jeżeli Tonks urodzi wilkołaka – odezwałam się nagle, a
Black wzdrygnął się lekko.
- Co masz na myśli? Lupin to honorowy człowiek, nigdy nie zostawiłby
żony z dzieckiem. Oczywiście na początku może czuł się rozdarty, ale jest
odpowiedzialnym człowiekiem jak mało kto.
- No to nie wiem. To jego sprawa. Wiesz… chciałabym mieć kiedyś
dziecko – westchnęłam i utkwiłam wzrok w swoich dłoniach spoczywających na
podołku. – Barty chciałby mieć syna, jak każdy arystokrata pragnący przedłużyć
swój ród. A ja zdaję sobie sprawę, że to nigdy nie będzie możliwe.
- Rozumiem. Ale czy wampiry nie rodzą małych wampirków? Więc jakie to
przedłużenie rodziny, skoro i tak nigdy nie umrzecie? – zapytał Syriusz, a ja
zaczęłam się śmiać z tych małych wampirków. On wiedział, jak poprawić mi
humor.
- Faktycznie, masz rację, ale to trochę inaczej działa. Żebym mogła
mieć dzieci z Bartym, musiałabym z niego zrobić wampira. Teraz jest to zupełnie
niemożliwe. Przecież psy i koty się nie rozmnażają. Tak samo jest z nami.
Należymy do innego gatunku.
- Ale Remus jest wilkołakiem…
- On żyje. A wampir, jeżeli jest nim w pełni, tak naprawdę jest
martwy. Należy do świata ciemności i mroku. Dlatego nie rozmnażamy się w
naturalny sposób. Może powstać wtedy naprawdę groźny potwór, ponieważ nigdy nie
był człowiekiem. O wiele bezpieczniej jest przemienić śmiertelnika, ponieważ
umierają w nim tylko niektóre ludzkie cząstki – wyjaśniłam, ale nie byłam
przekonana, czy zrozumiał. Wiedziałam, że było to ryzykowne… no, staranie się o
dziecko, ale zawsze robiłam wszystko, co w mojej mocy, aby otrzymać to, czego
pragnęłam. Wielu ludzi, zwłaszcza ci z Zakonu Feniksa, twierdziła, że jestem
jak wszystkie arystokratki. Mam
kaprys i muszę dostać to, co chcę. A przecież różniłam się od nich, bo robiłam
to wszystko sama. Nie żądałam od Snape’a czy Lorda Voldemorta, by załatwili dla
mnie to, na co akurat miałam ochotę. Wszystkie swoje problemy rozwiązywałam
sama. No, może z drobną pomoc Claudii, która jedyne, co mogła mi ofiarować, to
rady przesiąknięte cynizmem i tajemnicą.
- Odwiedzają cię tu członkowie Zakonu? – zapytałam znienacka. – Chcę
się upewnić, czy żaden z nich tutaj nagle nie wpadnie.
- No właśnie, to nie jest wykluczone, że ktoś mnie odwiedzi. Mieszkam
w Anglii i łatwiej Remusowi czy Arturowi do mnie się teleportować, niż
odwrotnie. Te polskie kominki… Wiadomo, że sieć Fiuu jest bezpieczniejsza, bo
nie zakłóca tych całych barier. Ale nie martw się, u mnie jesteś bezpieczna.
Poza tym nikt w najbliższym czasie nie zamierza mnie odwiedzać.
Uśmiechnęłam się do niego.
- Znakomicie.
*
Miotał się po ciemnej
komnacie jak dziki zwierz w klatce, doprowadzony do furii przez coś błahego.
Czekał na Snape’a, który spóźniał się już sześć minut. Pierś falowała mu szybko
pod wpływem prędkiego, niespokojnego oddechu, serce biło jak oszalałe, w dłoni
zaś ściskał pognieciony kawałek pergaminu zapełniony drobnym, ciasnym pismem
Mistrza Eliksirów. Gniew, który go ogarnął nie równał się z żadnym innym. Dawno
już nie został tak wyprowadzony z równowagi. Odetchnął kilkakrotnie, aby się
uspokoić, uścisk w żołądku zelżał nieco, lecz białe, kościste dłonie wciąż
drżały lekko. Już pomyślał, że prawie ochłonął, kiedy nagle u jego boku pojawił
się Snape. Wściekłość znów nim zawładnęła, odwrócił się gwałtownie w jego
stronę i zatoczył w powietrzu zamaszyste koło brzegiem swojej czarnej, długiej
szaty.
- Zanim wyjaśnisz mi… to,
oczekuję informacji, dlaczego się spóźniłeś – zagrzmiał, pokazując mu list.
Severus postanowił zachować zimną krew tak długo, jak to będzie możliwe.
Dlatego odetchnął głęboko i przemówił, by jakoś uspokoić swego pana:
- W Hogwarcie zmuszony byłem rozprawić się z pewną niekompetencją.
Błagam o wybaczenie, to już się nigdy więcej nie powtórzy.
Ukłonił się nisko, na co Lord Voldemort nawet nie zareagował. Jego
pierś unosiła się i opadała ciężko.
- Pomijając niekompetencję w Hogwarcie, do której powinieneś nie
dopuścić… Jakim prawem wypuściłeś Sophie ze szkoły i dlaczego poinformowałeś
mnie o tym po fakcie?
- Ależ, panie, upoważniłeś mnie do tego…
- Ale nie do tego, aby zezwalać na jej spotkania z członkami Zakonu,
na Boga! – krzyknął Czarny Pan i cisnął ze złości pogiętym pergaminem w
Snape’a. – Mam pozwolić, żeby moja siostrzenica spiskowała przeciwko mnie za
naszymi plecami?! Masz to naprawić, sprowadzić ją natychmiast, kiedy tylko
wróci do zamku, bo inaczej i ciebie spotka kara!
Mistrz Eliksirów patrzył ze stoickim spokojem w czerwone oczy swojego
pana, w których lśniła złość i szaleństwo. Coś w nim drgnęło, co spowodowało,
że przepełniony troską, zapytał:
- Chyba nie zamierzasz ukarać
Sophie za to, że chciała spotkać się z Blackiem?
- Bądź tak łaskawy i nie wtrącaj się w wychowanie tej dziewczyny. Po
prostu mi ją doprowadź – jego twarz zmieniła się diametralnie w ciągu sekundy.
Spoważniała i przybrała wyraz kamiennej, nieczułej maski. Szkarłatne oczy
płonęły gniewem i groźbą. – Zrozumiałeś?
Severus skinął głową, ale nie ruszył się z miejsca, mając nadzieję, że
Voldemort jeszcze przemówi. Lecz nie, ten odwrócił się do niego plecami i
złożył dłonie na oparciu krzesła. Zauważył, że jego lewe ramię drży lekko. Dla
wszystkich Śmierciożerców Lord Voldemort był niemalże bóstwem, ale teraz, w
chwili zwątpienia wydał się prawie człowiekiem. Opuścił lekko głowę, co musiało
oznaczać, iż patrzy na swoje zaciśnięte na oparciu skórzanego fotela dłonie.
- Panie mój, mam jeszcze pewne informacje o Armandzie, tak, jak mnie
prosiłeś – odezwał się Snape, stwierdziwszy, że Riddle już do niego nie
przemówi.
- Tak?
- Dowiedziałem się z pewnego źródła, że przybywał ostatnio w Paryżu,
co może oznaczać, iż widuje się ze starszą
panią.
Czarny Pan nawet na niego nie spojrzał.
- Dobrze. A teraz odejdź.
Severus skłonił się nisko, odwrócił się na pięcie i opuścił mroczną
komnatę, mijając w drzwiach Bellatriks z niezgłębionym wyrazem twarzy. Mimo że
było już bardzo późno, a większość mieszkańców Malfoy Manor pogrążona była we
śnie, ona miała na sobie wciąż strój dzienny. Kiedy usłyszała przytłumiony
odgłos teleportacji oznaczający, że Snape wrócił do Hogwartu, wśliznęła się do
salonu. Była przekonana, że jej pan potrzebuje teraz wsparcia i nie słyszy, jak
się skrada, ale Lord dobrze wiedział, że tutaj się znajduje. Podeszła do niego
i położyła dłoń na jego ramieniu. Było zimne, nienaturalnie zimne, jakby Czarny
Pan przebywał długi czas na mrozie. I do tego tak wychudzone, że Bella czuła
pod palcami twardą kość.
- Panie mój… czy… czy mogę jakoś pomóc? Wyglądasz na zafrasowanego –
odezwała się.
Voldemort wyprostował się i spojrzał na nią z góry. Twarz miała ukrytą
w cieniu gęstych, czarnych włosów, serce mocno biło jej w piersi, jak zawsze,
kiedy była blisko niego. Wargi pociągnięte ciemną szminką drżały prawie
niezauważalnie. Uwielbiał patrzeć, jak Bellatriks rozpływa się, kiedy znajdował
się tak blisko niej. Ale nie dziwił się jej. Mimo całego przerażającego
wyglądu, który posiadał, był obiektem fantazji wielu kobiet. Był tego świadom.
- Nie, nie możesz – odparł cicho, prawie nie poruszając ustami. – Chyba, że w tej chwili odnajdziesz Sophie i
sprawisz, że przestanie się wymykać do Blacka.
- Ale nie uciekła ze szkoły, wyznała Snape’owi, gdzie się udaje. To
jego wina, że wyraził na to zgodę.
Czarny Pan pogładził długim palcem swój gładki, biały podbródek,
myśląc usilnie. Faktycznie. Lestrange miała po części rację. Acz fakt, iż
Sophie chciała zobaczyć się z
Syriuszem Blackiem… Znów poczuł gniew i zalążek rodzącej się w jego duszy
bezsilność. Nienawidził tego. Pochylił się lekko, jego usta prawie dotknęły
warg Bellatriks i wyszepta:
- Niestety, nawet ja nie zmienię jej poglądów.
Lestrange zadrżała lekko, trochę ze strachu, ale i trochę z
podniecenia, kiedy Voldemort odgarnął jej włosy z twarzy i założył je za uszy.
Na jej policzki, teraz już dokładnie widoczne, rozlał się rumieniec. Szybko
przetworzyła informacje. Znała Czarnego Pana przed upadkiem i zauważyła, że
kiedy nie był z Sophie w tak bliskich stosunkach, jak teraz, zdawał się być
jedynie zimnym, okrutnym Lordem, mający określone cele i myślał tylko o tym.
Jak zaprogramowana maszyna. Teraz stał się bardziej uczuciowy… myślał inaczej. I, nie wiedziała, czy zdał sobie z tego
sprawy, uwodził mnóstwo kobiet, nawet na nie nie patrząc.
Kiedy poczuła lekkie muśnięcie jego warg, przechyliła głową i mocniej
wpiła się w nie. Pierwszy raz w życiu. Już myślała, że nigdy to nie nastąpi.
Spodziewała się, że Voldemort ją odepchnie, oburzy się lub, co gorsza, ukarze, ale
nie. Jego szponiaste, długie palce zacisnęły się na jej ramionach, wargi
rozchyliły się, a Bella poczuła w swoich ustach jego język. Jej pierś opuściło
bezgłośne westchnienie, co sprawiło, że Czarny Pan poczuł głębokie zadowolenie.
Długo na to czekała, dobrze o tym wiedział. Otworzył lekko oczy i zobaczył jej
zamknięte z przyjemności powieki. W duchu roześmiał się szatańsko i chwycił
Lestrange z tyłu za włosy, by przycisnąć ją bardziej do siebie. Jej dłonie
zacisnęły się na jego szacie na piersiach. Pragnęła całować go w
nieskończoność, ich języki splatały się ze sobą przez chwilę, w końcu Voldemort
odsunął się od niej. Na jego twarzy widniał cień skurwysyńskiego, ironicznego
uśmiechu, w oczach igrały czerwone iskierki, mimo mroku panującego w pomieszczeniu.
- Możesz odejść, Bella – rzekł. Odwróciła się i wyszła, nie mówiąc ani
słowa. Wciąż pozostawała w stanie głębokiego szoku.
Czarny Pan poczuł się lepiej. Napięcie rozluźniło się, usiadł na
krześle i rozpalił w kominku ogień za pomocą różdżki. Wciąż czuł niepokój
związany z zachowaniem Sophie, ale wywołanie zamieszania w duszy Bellatriks
bardzo poprawiło mu humor.
*
Siedziałam przy stole w
kuchni i piłam gorącą herbatę z różowej filiżanki, Syriusz zaś pakował szafki
do wielkich pudeł. Był wczesny ranek, ciemne, burzowe chmury pokrywały niebo
bardzo dokładnie. Obserwowałam Syriusza przez kilka minut, ale moje myśli
błądziły gdzieś dookoła Hogwartu, lekcji, które za jakiś czas się odbędą…
Lubiłam samotność, lecz musiałam jej potrzebować. A to nie był dzień, aby móc
go spędzić spokojnie, patrząc, jak Black zdejmuje półki ze ścian. Tego dnia
pragnęłam emocji, pogoda była groźna, zbliżała się burza. To dobry nastrój na
ciekawe spędzenie czasu. A remont w mieszkaniu Wąchacza z pewnością do tego nie
należały.
- Jak myślisz, Snape długo pozwoli c u mnie zostać? – zapytał.
- Nie wiem. A co, już chcesz się mnie pozbyć?
- Wręcz przeciwnie, choć z drugiej strony fakt, że zaniedbujesz dla
mnie szkołę…
Nagle dobiegł nas głośny, acz przytłumiony nieco trzask dochodzący z
salonu. Oboje zastygliśmy w bezruchu, nasłuchując. Ktoś użył kominka Syriusza,
a nie mógł być to kto inny, jak członek Zakonu Feniksa. Spojrzałam na Blacka z
głębokim wyrzutem.
- Sprawdzę, kto to, nie ruszaj się stąd – wyszeptał, skradając się w
stronę drzwi.
Oczywiście. Nikt nie zamierzał Syriusza odwiedzić. Być może i Black
nie miał gości od dawien dawna, ale ja akurat musiałam trafić na moment, kiedy
komuś zebrało się na wycieczki. Siedziałam w kuchni przy stole z bijącym
sercem, kiedy usłyszałam męski głos. Głos Lupina.
Odetchnęłam z ulgą, ponieważ mogła to być osoba, która mnie nie znała, więc
mogłabym mieć poważne kłopoty. Gdyby Lord Voldemort się dowiedział, że tu
jestem… udobruchanie go byłoby naprawdę problematyczne.
Remus wkroczył razem z Syriuszem do kuchni. Kiedy mnie zobaczył,
zatrzymał się gwałtownie i wyciągnął różdżkę. Ja zrobiłam to samo.
- Nie wiedziałem, że utrzymujesz kontakty ze zdrajczynią – mruknął
Lupin, zerkając na Syriusza.
- To niewiarygodne, jak łatwo przychodzi ci ocenianie ludzi – odparłam
lodowatym głosem, nie opuszczając różdżki. – Czy to nie Dumbledore do końca
twierdził, że należy mi ufać? Wiem o tym. Poczułam to w jego krwi.
Lupin skrzywił się z niesmakiem, ale nie skomentował tego. Był głupi i
bezrozumny, nie potrafił pojąć tego, że chciałam pozostać neutralna do samego końca. Sytuacja zmusiła mnie do
dokonania wyboru, z którego nie byłam dumna. Gdybym mogła cofnąć czas, nie
poszłabym ze Śmierciożercami na Wieżę Astronomiczną. To tam dokonała się moja
zdrada. A przecież tak pragnęłam zwycięstwa Czarnego Pana… i nadal pragnę, nie
mogę zmienić swoich poglądów. Wszystko było o wiele prostsze, kiedy byłam
dzieckiem i nikt nie oczekiwał ode mnie mieszania się w sprawy polityczne.
Wstałam od stołu i schowałam różdżkę do kieszeni. Mimo że nie chciałam
mieć już nic do czynienia z członkami Zakonu Feniksa, poczułam w sercu ból,
ponieważ myślałam, że przyjaźń, która była kiedyś między nami, coś dla nich
znaczy.
- Nie będę wysłuchiwać oskarżeń – oświadczyłam, po czym zwróciłam się
do Syriusza: - Jeszcze się zobaczymy, wyślę ci sowę.
Szybko opuściłam dom, zanim Black zdołał cokolwiek powiedzieć.
Teleportowałam się na błonia Hogwartu i prawie natychmiast tego pożałowałam.
Lało jak z cebra, zimny, ostry wiatr targał szarymi koronami drzew z Zakazanego
Lasu. Pobiegłam w stronę zamku, aby za bardzo nie zmoknąć, lecz kiedy wpadłam
do środka, włosy przykleiły mi się do twarzy, a szata ociekała wodą. Udałam się
do lochów, aby doprowadzić się do porządku, zanim wszyscy zbiorą się w Wielkiej
Sali na śniadaniu. Musiałam przecież pójść do Snape’a, aby mu powiedzieć, że
już jestem i nigdzie w najbliższym czasie się nie wybieram. Wysuszyłam sobie
włosy i ubrałam czarną, szkolną szatę. Sapphire i inne współlokatorki jeszcze
spały. Bezszelestnie opuściłam sypialnię, przebiegłam przez opustoszały salon
(nie licząc drzemiącego w fotelu przed wygaszonym kominkiem Amycusa), po czym
szybkim krokiem udałam się do gabinetu dyrektora szkoły. Miałam nadzieję, że
już nie śpi, nie chciałam znowu wywoływać dookoła siebie zamieszania, Barty
tego nie lubił.
Zapukałam d drzwi i
weszłam do środka. Było cicho, ale Severus siedział przy biurku kompletnie
ubrany. Mało tego, wyglądał, jakby w ogóle się nie kładł. Kiedy mnie zobaczył,
na jego twarzy pojawił się wyraz ogromnej ulgi. Wstał i prawie podbiegł do
mnie, mówiąc:
- Sophie, musisz jak najszybciej przybyć do Czarnego Pana. Niezwykle
się zdenerwował, że wypuściłem cię ze szkoły.
- Więc dlaczego mu o wszystkim doniosłeś? – zapytałam, czując
jednocześnie, jak ogarnia mnie coś na kształt przerażenia. – No cóż, dobrze.
Ale nie wiem, czy wrócę tego dnia.
Już sam fakt, że Voldemort nie wezwał mnie osobiście, tylko poprosił
Snape’a o przekazanie mi tej informacji świadczył, że musi być bardzo
rozgniewany i na mnie niesłychanie obrażony. Zazwyczaj starał się mnie nie
wyciągnąć ze szkoły.
- Ach, Czarny Pan wysłał mi dziś sowę i poradził, być przybyła do jego
apartamentu – dodał dyrektor.
Nic nie odpowiedziałam, tylko skinęłam głową i wrzuciłam do płonącego
delikatnie kominka garść proszku Fiuu. Płomienie rozjarzyły się na szmaragdowo,
a ja wkroczyłam w migoczący żar. Świat zawirował dookoła mnie, kolory migały mi
przed oczami.
Wyskoczyłam na ciemną, twardą podłogę i prawie od razu pośliznęłam
się. Na szczęście nie upadłam, ale zachwiałam się. Na pierwszy rzut oka komnata
była całkiem pusta, ale gdy rozejrzałam się dookoła, dostrzegłam Lorda
Voldemorta stojącego w kącie, nie ruszając się i prawie nie oddychając.
Podeszłam do niego powoli, starając się przytłumić stukot obcasów.
- Jestem, tak, jak sobie tego życzyłeś – odezwałam się.
Czarny Pan nie odwrócił się do mnie. Nadal stał w bezruchu, lecz kiedy
przemówił, jego głos był oschły i całkowicie wyprany z emocji:
- Wolałbym cię tu nie wzywać. Ale dowiedziałem się, że odwiedziłaś
Syriusza Blacka. To członek Zakonu Feniksa. Powiem szczerze, zawiodłaś mnie.
Bardzo.
Milczałam. Obawiałam się, że to powie. Poczułam wyrzuty sumienia, ale
nie powiedziałam nic na swoją obronę. Voldemort również nic nie mówił, ba,
nawet na mnie nie spojrzał. Nienawidziłam, kiedy tak się zachowywał. Wolałam,
by na mnie nakrzyczał, by wyzwał mnie od zdrajców, jak to uczynił już wcześniej
Remus.
- Panie mój… - wyszeptałam i zrobiłam jeszcze kilka kroków w jego
stronę. – Syriusz to mój przyjaciel, tęsknię za nim. Przecież wiesz, że
popieram tylko ciebie. Nie wiedziałam, że to cię zirytuje, przepraszam.
- Rozumiem, gdybyś uprzedziła mnie o wszystkim. Ale nie, wspomniałaś o
tym Snape’owi i spędziłaś noc w domu członka Zakonu Feniksa! – zawołał i
odwrócił się gwałtownie. Jego oczy płonęły czerwienią, a wyrażały tak
przerażający gniew, że postanowiłam już nic nie mówić. – Powiedz mi, dlaczego
wciąż utrudniasz mi działanie?
- Nie utrudniam, już mówiłam…
- Zamilcz! Zamiast szukać Czarnej Różdżki, muszę cię pilnować!
Przełamałam lęk i podeszłam do niego. Postanowiłam zaryzykować.
Wiedziałam, że może mnie odepchnąć, ale przytuliłam się do niego. Voldemort
zesztywniał, jego ramiona były całkowicie wyprostowane.
- Przepraszam, już nigdy nie opuszczę szkoły bez twojego pozwolenia –
powiedziałam cicho, gładząc palcem jego dłoń. – Wybaczysz mi?
Mięśnie Czarnego Pana rozluźniły się w końcu, on sam zaś spojrzał na
mnie z góry. Mimo że jego twarz wciąż miała przerażający, surowy wyraz, oczy
ociepliły się nieco. Powoli wysunął się z moich ramion i usiadł w fotelu, wciąż
przyglądając mi się uważnie. Jego oczy błyszczały dziwnie w mroku panującym w
komnacie.
- Zostań ze mną – mruknął.
~*~
Dawno nic nie dodawałam, ale wiecie, jak to jest. Szał popraw.
Chciałabym Wam powiedzieć jedną rzecz, oczywiście poza tym, że jestem naprawdę
niedobra, że Was tak zaniedbuję. Na początku lipca będę w Warszawie i zostanę
na dzień, no, może dwa. Podczas wakacji zacznę także wyjeżdżać do większych
Mast (głównie dlatego, że muszę się rozwijać jako modelka), ale bardzo, bardzo
chciałabym się spotkać z Wami, moi drodzy czytelnicy. Więc jeżeli ktoś z Was
pochodzi z Warszawy lub okolic, bardzo proszę o spotkanie xD czy autorzy
blogów, które czytacie, robią to, co Wasza Frozenka? xD